Parę zasad bycia

Dlatego warto przytoczyć z tej okazji parę zasad bycia. A więc, w zachodnich hotelach (a także w renomowanych miejscowościach turystycznych na całym świecie) zapasy w lodówkach i pokojach nie są bezpłatnym poczęstunkiem, ale jakby „sklepikiem” nawet piwo i woda mineralna. Trzeba być przygotowanym do zapłacenia i nie czekać (widziałem!), aż recepcjonista „wywlecze” dłużnika z autoka­ru. Płaci się też za telefony, co jest chyba oczywiste. Jedzenia i napo­jów zakupionych na zewnątrz nie powinno się wnosić do hotelu, bo ten też chce swoje zarobić. Podobnie przedwczesna jest euforia na widok alkoholu w samolo­cie, często jest on płatny, szczególnie przy lotach czarterowych, któ­rymi podróżują wycieczki. Korzystanie z własnej piersiówki zaliczyć należy do obyczajów jaskiniowych (choć wtedy nie było butelek). Zalecam zasadę: zanim zaczniemy zgłaszać o coś pretensje, od­czekajmy, aż się upewnimy. Tak jest na przykład z klimatyzacją, myloną często z wentylacją (zachwala się ją w prospektach, a drob­niutkim drukiem dodaje się zastrzeżenia, że działa tylko w lipcu i sierpniu). Rzecz w tym, że to miłe urządzenie zużywa wiele prądu, więc administracje hotelowe bronią się przed jej włączaniem zaja­dle i w sposób zręcznie wypróbowany. Nie chcę nikogo obrażać instruowaniem w sprawach elementar­nych, ale jednak… Szczególnie przykre wrażenie robią przybysze, którzy rzucają się na jedzenie (stoły szwedzkie!), jakby nie widzieli w życiu szynki czy pokrojonych pomarańczy. Dobrze, to wszystko dla nas, jesteśmy głodni, ale czy koniecznie musimy to demonstrować?

Witam. Mam na imię Kamil. Od wielu lat pasjonuję się gotowaniem, przyrządzaniem potraw i wymyślaniem przepisów. Chciałbym na tym blogu opowiadać Wam o rzeczach, o których nie mieliście wcześniej pojęcia!
Wszelkie prawa zastrzeżone (C)